Swieccy Misjonarze Komboniane

Misjonarka w czasach zarazy

Ewelina Polonia
Ewelina Polonia

Gdy piszę ten tekst od miesiąca jestem w Peru z Agnieszką, w Limie uczymy się hiszpańskiego i wspieramy w pracy misyjnej tamtejszy Ruch Świeckich Misjonarzy Kombonianów.

A raczej, byłabym w Limie, gdyby nie pandemia koronawirusa, zamknięcie granic między państwami i odwołanie naszego lotu.

Na początku myślałam, że to nic, poczekamy te kilka dni i polecimy. Jednakże, z czasem dotarło do mnie, że oczekiwanie na lot powinnam liczyć raczej w miesiącach niż w dniach.

Wiele osób pyta mnie czy dobrze znoszę ten stan przejściowy, to zawieszenie w próżni, czekanie. Ja jednak patrzę na to z innej strony. To prawda, że nie mogę się doczekać mojej pracy misyjnej w Peru, jednakże nie uznaję czasu, który dostałam tu w Polsce tak niespodziewanie, za czas stracony, za moment przejściowy, w którym nie mam nic innego do robienia jak tylko siedzieć i czekać. Wróciłam do domu rodzinnego na wieś, nie pracuję zawodowo, nie chodzę do kina, na basen, gdyby mi jeszcze kazać chodzić do szkoły, praktycznie wróciłabym do czasów dzieciństwa. I z jednej strony tak faktycznie jest, pomagam rodzicom w gospodarstwie domowym, gotuję obiady, spędzam czas z moim rodzeństwem, chodzę na spacery z psami i kotami, których mamy tu sporo.

Jednakże nie mam już 12 lat, więc moje patrzenie na świat się zmieniło. Wielu księży podkreśla, że czas epidemii to czas łaski, musimy ją tylko od Boga przyjąć. Ja też tak to widzę.Staram się więc wykorzystać wolny czas na modlitwę, medytację, czytanie wartościowych książek, uczenie się hiszpańskiego, na zastanowienie się nad sobą i nad moją relacją z Panem Bogiem oraz moimi bliskimi.

Dodatkowo, pocieszającym – albo raczej sprawiającym, że nie myślę tylko o sobie jest fakt, że wszyscy jesteśmy w podobnej sytuacji, nie tylko moje plany zostały zmienione bez mojego udziału. Wiele osób zmarło lub straciło swoich bliskich, Wiele innych musiało zrezygnować z różnych wyjazdów, straciło pracę albo jest na przymusowym urlopie.

Pozamykane są kina, kluby fitness, teatry, w urzędach nie załatwimy nic osobiście, można jedynie złożyć gotowe wnioski lub wysłać wszystko pocztą. Gdziekolwiek wyjdziemy, musimy zakładać maseczki zasłaniające usta i nos, zachowywać odpowiednią odległość od innych osób i ogólnie wychodzić z domu tylko kiedy naprawdę musimy.

To sporo ograniczeń dla naszego społeczeństwa, dla mnie też. Ale wciąż mam co jeść, mogę kontaktować się z przyjaciółmi mailowo, przez Facebooka czy WhatsApp. Wiele osób pracuje z domu, bo specyfika ich pracy im na to pozwala. Życie toczy się dalej, choć może nieco wolniej. Poza tym, patrząc na życie moich rodziców na wsi, epidemia niewiele zmieniła w ich codzienności.

Chyba największym ograniczeniem, które faktycznie mnie dotknęło, był brak możliwości udziału we Mszy Św. Pierwszy raz w życiu święta Zmartwychwstania Pana Jezusa przeżyłam w domu, adorując krzyż w pokoju, śpiewając pieśni razem z Księdzem na YouTube i odmawiając Drogę Krzyżową idąc polną drogą nad rzekę. Jednocześnie czuję, że pierwszy raz faktycznie głęboko przeżyłam tajemnicę Zmartwychwstania, co utwierdza mnie w przekonaniu że to naprawdę jest czas łaski.

Rozwinięta technologia sprawia, że nawet będąc osobno w naszych domach możemy być razem. Nie tak dawno mogliśmy się o tym wszyscy przekonać uczestnicząc we wspólnej modlitwie ŚMK online. Nasz Ruch w Polsce zdaje się wręcz rozkwitać w tym trudnym czasie.

W połowie marca mieliśmy spotkanie formacyjne online, w Niedzielę Palmową wspólną Mszę Świętą a w ostatni weekend wspólne rekolekcje online o powołaniu. Na naszej grupie na WhatsApp dzielimy się dobrym słowem, wsparciem i przemyśleniami na czas epidemii.

Sytuacja, która miała nas rozdzielić, połączyła nas jeszcze bardziej. To dla mnie jednoznaczny dowód, że Pana Boga nic nie jest w stanie powstrzymać od błogosławienia ludziom, działania w ich życiu i realizowania swojego planu Zbawienia w każdych warunkach.

Ewelina Gwóźdź ŚMK

Agnieszka i Ewelina posłane przez Kościół do Peru!

LMC Polonia
Świecka Misjonarka Kombonianka

W odstępie tygodnia, nasze ŚMK – Ewelina i Agnieszka, które już wkrótce wyjadą na misję do Peru zostały oficjalnie posłane przez swoich biskupów diecezjalnych.

Agnieszki posłanie odbyło się 2 lutego o godz. 12:00, jeszcze przy dekoracjach Bożonarodzeniowych w Kościele parafialnym w Rybniku-Zamysłowie, a dokonał go, w imieniu całego Kościoła biskup Grzegorz Olszowski.

Świecka Misjonarka Kombonianka

“Idź i głoś Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” – powiedział, wręczając jej krzyż misyjny. Zwrócił się też do zgromadzonych w kościele. “Obrzęd posłania na drogi misyjne jest po to, żebyście o niej nie zapomnieli, byście ją wspierali waszymi modlitwami i ofiarami. Tam, gdzie Opatrzność Boża na drogach misyjnych w dalekim Peru ją pośle, tam będzie też cząstka waszej parafii”- powiedział.

Tydzień później, 9 lutego o godz. 10:00, już w Krakowie, w parafii pw Matki Bożej różańcowej miało miejsce posłanie Eweliny.

Świecka Misjonarka Kombonianka

W homilii bp Jan Zając przypomniał, że Chrystus nie mówi do nas, iż chce, byśmy stawali się solą ziemi i światłością świata…

– On mówi: z chwilą, gdy przyłączyliście się do Mnie, od momentu, gdy świat zaczął was uważać za Moich uczniów, i odkąd Ja sam patrzę na was jako na uczniów, jesteście solą ziemi i światłością świata. Dzieje się to bez waszej zasługi, ale dzięki Mnie, bo postanowiłem posłużyć się wami ku zbawieniu innych.

Wręczając Ewelinie krzyż misyjny, mówił też, że Bóg wybrał ją, by szła i owoc przynosiła. Krzyż ma być zaś jej pomocą i znakiem nadziei oraz pociechy.

Dziewczyny zgodnie przyznają, że cała uroczystość była dla nich dosyć stresującym z punktu widzenia organizacji i logistyki, ale jednocześnie bardzo pięknym i wzruszającym przeżyciem.

Życzymy im błogosławieństwa Bożego i szybkiego wylotu na misje, bo wiemy, że już nie mogą się jej doczekać!

Świeccy Misjonarze Kombonianie, Polska

Trzy kolejne polskie ŚMK wyruszają na misje.

LMC Polonia
Świecka Misjonarka Kombonianka

W tym roku, trzy kolejne osoby dołączyły do Ruchu Świeckich Misjonarzy Kombonianów w Polsce.

Agnieszka, Ewelina i Marcela są obecnie w trakcie doświadczenia wspólnotowego, które ma miejsce w domu Misjonarzy Kombonianów w Krakowie.

Już niedługo, Agnieszka i Ewelina wyjadą na dwuletnią misję do Peru, gdzie zastąpią Paulę i Neuzę w Arequipie.

Marcela dołączy do misji w Mongoumbie, w Republice Centralnej Afryki, gdzie od roku pracuje inna polska Świecka Misjonarka Kombonianka, Monika.

Te trzy miesiące upływają dziewczynom na spotkaniach z różnymi ludźmi, oraz uczenia się życia we wspólnocie.

Kilka razy w tygodniu mają lekcję języka hiszpańskiego (Ewelina i Agnieszka) oraz francuskiego (Marcela).

Dziewczyny jadące do Peru chodzą na wolontariat do pogotowia rodzinnego a Marcela właśnie zaczyna wolontariat w szpitalu.

Jak same mówią, większość wolnego czasu mija im na doskonaleniu języków, którymi już wkrótce będą posługiwać się nader często oraz na rozmowach z ojcami, bratem i między sobą.

Módlmy się wspólnie za dziewczyny, aby były prawdziwymi świadkami Bożej miłości i miłosierdzia w trakcie ich misji i przez całe życie.

Świeccy Misjonarze Kombonianie w Polsce

Orędzie na Światowy Dzień Misyjny 2019 r.

Papa Francisco
Papa Francisco

„Ochrzczeni i posłani: Kościół Chrystusa w misji na świecie”.

Drodzy bracia i siostry,

Poprosiłem cały Kościół o przeżywanie w październiku 2019 r., nadzwyczajnego okresu aktywności misyjnej, aby uczcić setną rocznicę ogłoszenia Listu Apostolskiego Maximum illud Papieża Benedykta XV (30 listopada 1919 r.). Prorocza dalekowzroczność jego propozycji apostolskiej potwierdziła, jak ważne jest dzisiaj odnowienie pracy misyjnej Kościoła, ewangeliczne przekwalifikowanie jego misji głoszenia Ewangelii i zaniesienie światu zbawienia Jezusa Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał.

Tytuł tego orędzia jest taki sam jak temat obchodzonego w październiku Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego: „Ochrzczeni i posłani: Kościół Chrystusa w misji na świecie”. Obchody tego miesiąca pomogą nam przede wszystkim w ponownym odkryciu misyjnego znaczenia naszego przylgnięcia wiary do Jezusa Chrystusa, wiary darmo otrzymanej jako dar w sakramencie Chrztu św. Nasza synowska przynależność do Boga nigdy nie jest aktem indywidualnym, ale zawsze kościelnym: z komunii z Bogiem Ojcem i Synem i Duchem Świętym rodzi się nowe życie razem z wieloma innymi braćmi i siostrami. A to Boże życie nie jest produktem na sprzedaż – nie uprawiamy prozelityzmu – lecz bogactwem, które trzeba dawać, przekazywać, głosić: takie jest znaczenie misji. Darmo otrzymaliśmy ten dar i darmo się nim dzielimy (por. Mt 10,8), nie wykluczając nikogo. Bóg chce, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni dzięki poznaniu prawdy i doświadczeniu Jego miłosierdzia, dzięki Kościołowi, który jest powszechnym sakramentem zbawienia (por. 1 Tm 2, 4; 3, 15; II SOBÓR WATYKAŃSKI, Konst. dogm. Lumen gentium, 48).

Kościół wypełnia swą misję w świecie: wiara w Jezusa Chrystusa daje nam właściwą miarę wszystkich rzeczy, sprawiając, że postrzegamy świat oczyma i sercem Boga. Nadzieja otwiera nas na odwieczną perspektywę życia Bożego, w którym naprawdę uczestniczymy; miłość, której przedsmak mamy w sakramentach i miłości braterskiej, pobudza nas do pójścia aż na krańce ziemi (por. Mi 5,3; Mt 28,19; Dz 1,8; Rz 10,18). Kościół wychodzący aż na najodleglejsze krańce wymaga stałego i nieustannego nawrócenia misyjnego. Iluż świętych, ile kobiet i mężczyzn wiary daje nam świadectwo, ukazuje nam jako możliwą i wykonalną ową nieograniczoną otwartość, to miłosierne wyjście jako przynaglający impuls miłości i właściwą jej logikę daru, ofiary i bezinteresowności (por. 2 Kor 5, 14) -21)! Trzeba, aby ten, kto głosi Boga, był mężem Bożym (por. List ap. Maximum illud).

Jest to nakaz, który dotyczy nas bardzo bezpośrednio: zawsze jestem misją; zawsze jesteś misją; każda ochrzczona i każdy ochrzczony jest misją. Ten kto, miłuje wyrusza w drogę, jest pobudzony, by wyjść ze swoich ograniczeń, jest pociągnięty i pociąga, daje siebie drugiemu i nawiązuje relacje rodzące życie. Nikt nie jest bezużyteczny i nieistotny dla Bożej miłości. Każdy z nas jest misją w świecie, ponieważ jest owocem Bożej miłości. Nawet gdyby mój ojciec i moja matka zdradzili miłość kłamstwami, nienawiścią i niewiernością, Bóg nigdy nie wycofuje się z daru życia, od zawsze przeznaczając każde ze swoich dzieci do swego życia Boskiego i wiecznego (por. Ef 1, 3-6).

To życie jest nam przekazane w Chrzcie św., który daje nam wiarę w Jezusa Chrystusa, zwycięzcę grzechu i śmierci, odradza nas na obraz i podobieństwo Boga i włącza nas w ciało Chrystusa, którym jest Kościół. W tym sensie chrzest jest naprawdę konieczny do zbawienia, ponieważ zapewnia, że w domu Ojca jesteśmy synami i córkami, zawsze i wszędzie, a nigdy sierotami, obcymi czy niewolnikami. To, co u chrześcijanina jest rzeczywistością sakramentalną – której spełnieniem jest Eucharystia – jest zawsze powołaniem i przeznaczeniem każdego mężczyzny i każdej kobiety w oczekiwaniu na nawrócenie i zbawienie. Chrzest jest bowiem wypełnioną obietnicą Boskiego daru, który czyni ​​człowieka synem w Synu. Jesteśmy dziećmi naszych rodziców naturalnych, ale w chrzcie otrzymujemy pierwotne ojcostwo i prawdziwe macierzyństwo: nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za Matkę” (por. św. Cyprian, De catholicae unitate Ecclesiae: PL 4, 503 A).

Tak więc w ojcostwie Boga i macierzyństwie Kościoła zakorzeniona jest nasza misja, ponieważ w chrzcie zawarte jest posłanie wyrażone przez Jezusa w nakazie paschalnym: jak Mnie posłał Ojciec, tak i ja was posyłam pełnych Ducha Świętego dla pojednania świata (por. J 20,19-23; Mt 28,16-20). To posłanie należy do obowiązków chrześcijanina, aby nikomu nie zabrakło głoszenia jego powołania do stawania się przybranym dzieckiem, pewności jego godności osobistej i przyrodzonej wartości każdego życia ludzkiego od poczęcia aż do naturalnej jego śmierci. Rozprzestrzeniająca się sekularyzacja, w której dokonuje się pozytywne i kulturowe odrzucenie Bożego ojcostwa w naszej historii, uniemożliwia jakiekolwiek autentyczne powszechne braterstwo, wyrażające się we wzajemnym szacunku dla życia każdego człowieka. Bez Boga Jezusa Chrystusa wszelka różnica sprowadza się do piekielnego zagrożenia, uniemożliwiając jakąkolwiek braterską akceptację i owocną jedność rodzaju ludzkiego.

Powszechne przeznaczenie do zbawienia oferowane przez Boga w Jezusie Chrystusie skłoniło Benedykta XV, by wymagać przezwyciężenia wszelkiego zamknięcia nacjonalistycznego i etnocentrycznego, wszelkiego przemieszania głoszenia Ewangelii z potęgami kolonialnymi, z ich interesami gospodarczymi i wojskowymi. W swoim liście apostolskim Maximum illud papież przypomniał, że Boska powszechność misji Kościoła wymaga porzucenia wyłącznej przynależności do swej ojczyzny i grupy etnicznej. Otwarcie kultury i wspólnoty na zbawczą nowość Jezusa Chrystusa wymaga przezwyciężenia wszelkich nieuzasadnionych introwersji etnicznych i kościelnych. Także i dzisiaj Kościół nadal potrzebuje mężczyzn i kobiet, którzy na mocy swego chrztu szczodrze odpowiedzą na wezwanie do opuszczenia swoich domów, rodzin, ojczyzny, języka, swego Kościoła lokalnego. Są posłani do pogan, do świata jeszcze nie przekształconego przez sakramenty Jezusa Chrystusa i Jego świętego Kościoła. Głosząc Słowo Boże, dając świadectwo Ewangelii i celebrując życie Ducha Świętego, wzywają do nawrócenia, chrzczą i ofiarowują chrześcijańskie zbawienie w poszanowaniu osobistej wolności każdego, w dialogu z kulturami i religiami ludów, do których są posłani. Missio ad gentes, zawsze dla Kościoła niezbędna, przyczynia się zatem w sposób fundamentalny do stałego procesu nawrócenia wszystkich chrześcijan. Wiara w Paschę Jezusa, kościelne posłanie chrzcielne, wyjście geograficzne i kulturowe ze swoich ograniczeń oraz ze swego domu, potrzeba zbawienia od grzechu i wyzwolenie ze zła osobistego i społecznego domagają się misji, aż po najdalsze krańce Ziemi.

Opatrznościowa zbieżność z obchodami Synodu Specjalnego o Kościołach w Amazonii każe mi podkreślić, że misja powierzona nam przez Jezusa wraz darem Jego Ducha jest wciąż aktualna i konieczna także dla tych ziem i ich mieszkańców. Odnowiona Pięćdziesiątnica otwiera na oścież drzwi Kościoła, aby żadna kultura nie była zamknięta sama w sobie, a żaden lud nie był odizolowany, lecz otwarty na powszechną komunię wiary. Niech nikt nie będzie zamknięty w swoim własnym „ja”, w autoreferencyjności swej przynależności etnicznej i religijnej. Pacha Jezusa przełamuje wąskie granice światów, religii i kultur, wzywając je do wzrastania w szacunku dla godności mężczyzny i kobiety, do coraz pełniejszego nawrócenia na Prawdę Zmartwychwstałego Pana, który daje wszystkim prawdziwe życie.

Przypominam sobie w tym względzie słowa papieża Benedykta XVI wypowiedziane na początku naszego spotkania biskupów latynoamerykańskich w Aparecidzie w Brazylii w 2007 r., słowa, które pragnę tu przywołać i uczynić własnymi: „Co oznaczało dla ludów Ameryki Łacińskiej i Karaibów przyjęcie wiary chrześcijańskiej? Oznaczało poznać i przyjąć Chrystusa, Boga nieznanego, którego ich przodkowie nieświadomie szukali w swych bogatych tradycjach religijnych. Chrystus był Zbawicielem – przedmiotem ich niewysłowionego pragnienia. Oznaczało to również przyjęcie w wodach chrztu życia Bożego, dzięki czemu stali się przybranymi dziećmi Boga; przyjęcie Ducha Świętego, który przybył, by natchnąć ich kultury, oczyszczając je i rozwijając liczne zalążki i nasiona, które Słowo wcielone w nich zaszczepiło, prowadząc je tym samym na drogi Ewangelii. […] Słowo Boże, stawszy się ciałem w Jezusie Chrystusie, stało się zarazem historią i kulturą. Utopia, jaką byłoby wskrzeszenie religii przedkolumbijskich przez odizolowanie ich od Chrystusa i od Kościoła powszechnego, nie byłaby postępem, lecz regresem. W rzeczywistości byłoby to cofnięcie się do pewnego momentu dziejów, który należy już do przeszłości” (Przemówienie podczas sesji inauguracyjnej, 13 maja 2007, w: „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, n. 9(296)/2007, s. 36).

Maryi, naszej Matce powierzamy misję Kościoła. Zjednoczona ze swoim Synem, od momentu wcielenia Dziewica wyruszyła, dała się całkowicie wciągnąć w misję Jezusa, misję, która u stóp krzyża stała się także Jej misją: by współpracować jako Matka Kościoła w zrodzeniu w Duchu i w wierze nowych Bożych synów i córek.

Chciałbym zakończyć krótkim słowem na temat Papieskich Dzieł Misyjnych, zaproponowanych jako narzędzie misyjne już w Maximum illud. Papieskie Dzieła Misyjne wyrażają swą służbę na rzecz powszechności kościelnej jako globalna sieć, która wspiera papieża w jego zaangażowaniu misyjnym poprzez modlitwę, która jest duszą misji i miłością chrześcijan rozproszonych po całym świecie. Ich ofiara pomaga papieżowi w ewangelizacji Kościołów partykularnych (Dzieło Rozkrzewiania Wiary), w formacji miejscowego duchowieństwa (Dzieło św. Piotra Apostoła), w wychowaniu świadomości misyjnej dzieci całego świata (Dzieło Misyjne Dzieci) oraz w misyjnej formacji wiary chrześcijan (Papieska Unia Misyjna). Ponawiając moje wsparcie dla tych dzieł, życzę, aby Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny w październiku 2019 r. przyczynił się do odnowienia ich służby misyjnej na rzecz mojej posługi.

Misjonarzom i misjonarkom oraz wszystkim tym, którzy w jakikolwiek sposób uczestniczą, na mocy swego chrztu, w misji Kościoła, z serca posyłam moje błogosławieństwo.

Watykan, 9 czerwca 2019 r., Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

Franciszek

Różnorodność jest naprawdę piękna

LMC Kinshasa
LMC Kinshasa

Witajcie kochani.

Już minęły dwa miesiące odkąd jestem na afrykańskiej ziemi. Pierwszym miejscem do którego się udałam była Demokratyczna Republika Konga. Kiedy wylądowałam w Kinszasie pierwsze co mnie zaskoczyło – może wyda Wam się to dziwne – ale zaskoczyła mnie wysoka temperatura, naprawdę wysoka.

Przecież byłam już dwa razy w Kenii i w sumie nie powinno mnie nic tak bardzo zdziwić, a już na pewno nie temperatura…a jednak! Na lotnisku czekał już na mnie ojciec Celestin, odpowiedzialny za LMC w DR Conga oraz Tiffany – tutejsza koordynatorka LMC. Zabrali mnie do domu prowincjalnego MCCJ, gdzie zostałam bardzo miło przywitana przez LMC i miejscową wspólnotę Ojców.

Dwa miesiące, które spędziłam w Kinszasie był to czas przede wszystkim na naukę języka francuskiego, ale także czas kolejnego doświadczenia wspólnotowego, tym razem już w większej międzynarodowej wspólnocie. Ten czas pokazał mi że, różnorodność jest naprawdę piękna. Tyle osób z różnych kultur, posługujący się różnymi językami, mający różne nawyki i przyzwyczajenia może naprawdę dobrze ze sobą żyć, a przede wszystkim mieć z tego radość.

Bo znajdujemy coś co nas łączy: przede wszystkim Pan Bóg, drugi człowiek, radość z bycia razem, wspólna misja, wspólne dbanie o Dzieło Pana Boga.

Oczywiście życie we wspólnocie nie jest łatwe, ale kiedy mamy świadomość, że dążymy do tego samego celu, że gramy do jednej bramki – jest dużo łatwiej. Tak jak też wspomniałam, był to czas dalszej nauki języka francuskiego, jak dla mnie niełatwe doświadczenie, ale naprawdę dużo mnie nauczyło. Początkowo próbowałam ze wspólnotą rozmawiać mieszając język angielski z francuskim, ale jednak sporo czasu posługiwałam się bardzo prostym angielskim.

Później zrobiło się coraz trudniej, bo coraz więcej osób wymagało ode mnie mówienia po francusku. I dobrze! Wtedy byłam trochę zestresowana i sfrustrowana, ale wiedziałam, że to wszystko dla mojego dobrego.

I bardzo im dziękuje za to. Z każdym dniem starałam się mówić coraz więcej po francusku. Czasem trzeba było trochę powstydzić się za swoje błędy, ale to daje ogromną motywację i chęć do nauki. Teraz rozumiem dlaczego tak ważne jest robić błędy w mówieniu, kiedy uczymy się nowego języka. Czasem potrzebujemy kogoś kto pomoże nam otworzyć blokadę przed mówieniem i popełnianiem błędów. Dlatego bardzo ważna jest obecność wspólnoty w codziennym życiu. Warto w naszym komboniańskim charyzmacie doceniać obecność ludzi wokół nas, to często oni są naszą motywacją, podporą, wsparciem, kiedy tego potrzebujemy. W pojedynkę nie mamy tyle siły, która drzemie w byciu razem i pokonywaniu przeciwności razem. Może będzie wydawać się Wam to zbyt wyidealizowana wizja, ale to moje doświadczenia bycia we wspólnocie w Krakowie oraz w Kinszasie. Ten czas też pokazał mi jak prawdziwe i aktualne są słowa, że Pan Bóg nie powołuje uzdolnionych, ale uzdalnia powołanych – doświadczam tego każdego dnia. W wolne soboty razem z Enochiem (LMC w Kinszasie) chodziłam na apostolat wśród ludzi ulicy.

Był to tzw. „Posiłek serca” przygotowywany przez jedną rodzinę dla ludzi ulicy.

LMC Kinshasa

Kinszasa jest ogromnym miastem, a ludzie przychodzili z odległych jej dzielnic po to, aby móc zjeść ciepły posiłek. W ciągu kilku godzin rozdawaliśmy około 250-300 posiłków. Ten czas pozwolił mi uświadomić sobie jak wielkie szczęście mam, ponieważ mam jedzenie, bieżącą wodę zdatną do picia, dach na głową, ubrania na zmianę.

A tak wielu ludziom często brakuje choć prostego posiłku, czy wody do picia. Czy też obraz chłopców, kąpiących się pod naszym domem prowincjalnym w Kinszasie – gdzie za bramą wzdłuż ulicy jest mała fosa, w której zbiera się trochę wody, którą można wykorzystać. Chłopcy kąpią się, piorą swoje ubrania, czyszczą swoje buty, ponieważ nie mają nic innego na zmianę i każdego dnia to samo. To ogromne doświadczenia, które zapamiętam do końca życia. Ale pobyt w Kinszasie pozwolił mi przede wszystkim doświadczyć radości jaka pomimo różnych przeciwności mają tutejsi ludzie, doświadczyć piękna, energii i zaangażowania tutejszego Kościoła. Był to dla mnie bardzo owocny czas, dający nowe lekcje życia wspólnotowego, wspólnej modlitwy, odpowiedzialności i troski o siebie nawzajem, za który jestem bardzo wdzięczna Panu Bogu i całej wspólnocie ludzi, którzy mnie przyjęli w DR Conga.

LMC RCA

Teraz już od dwóch tygodni jestem w Bangui, stolicy RCA, gdzie zostanę przez około 2 miesiące na naukę miejscowego języka – sango. Poznałam już swoją wspólnotę – Cristinę i Simone, z którymi będę pracowała na misji w Mongoumbie. W piątek wspólnie z innymi kongregacjami, które czczą Najświętsze Serce Pana Jezusa, świętowaliśmy tą Uroczystość. Był to dobry czas na wspólną

Adorację Najświętszego Sakramentu, Eucharystię, wspólne rozmowy i uroczysty obiad. Pragnę Was wszystkich prosić o modlitwę za tych wszystkich ludzi postawionych na mojej drodze, o to wszystko co przede mną i o dobre doświadczenie misji w RCA. Ja także zapewniam Was o swojej pamięci modlitewnej.

Monika

Monica Jamer, SMK