Swieccy Misjonarze Komboniane

Historia doktora Samuela: „Powinienem być w twoim wieku”

Doctor SamuelByłam (Maggie) na konferencji w Awassa w zeszłym miesiącu z personelem medycznym z kilku klinik. Podczas przerwy rozmawiałam z lekarzem – pozwólcie mi nazywać go tutaj dr Samuel – którego spotkałam kilka razy wcześniej w innej klinice w mieście. Po wielu ‘hellos’ i wielu zwyczajowych etiopskich pozdrowieniach, zapytałam go o jego rodzinę, czy ma jakieś dzieci, ponieważ ten temat nie przewijał się w naszych poprzednich rozmowach. Odpowiedział, że ma jedną córkę i kolejne dziecko „w drodze”. Pogratulowałam mu szybko, ale on stwierdził: „Nie, nie gratuluj mi – moja żona mnie oszukała, nie chciałem kolejnego dziecka”.

Byłam zaskoczona jego reakcją i wtedy on stwierdził: „Nie chcę, żeby moje dzieci dorastały bez ojca”.

Ten lekarz nigdy nie wyglądał na chorego, więc powiedziałam z uśmiechem: „Nie jesteś stary, co miałoby Ci się stać?”.

Iw tym miejscy mały dzwonek zadzwonił, sygnalizując początek sesji konferencyjnej. Więc nasza rozmowa przedwcześnie się zakończyła. Spotkaliśmy się jednak później tego samego dnia i przed rozpoczęciem konferencji zwrócił się do mnie i zaczął opowiadać mi o swojej siostrze w USA. Zapytałam, czy kiedykolwiek miał szanse, żeby jechać do USA.

Dr Samuel opowiedział następującą historię: „Opuściłem Etiopię tylko jeden raz, właściwie 7 lat temu, żeby jechać do Kenii. Miałem kaszel przez parę miesięcy i na prześwietleniu oni [lekarze – przyp. red.] zobaczyli jakiś wzrost i skierowali mnie na więcej testów. Odkryli jakiegoś nowotwór, ale w Etiopii nie było możliwości leczenia go. Uzgodniłem z moją siostrą z USA i ona koordynowała wszystko – żebym przyjęli mnie tam na leczenie, zobowiązała się też zapłacić za wszystkie rachunki związane ze szpitalem i podróżą. Mięliśmy całą papierkową robotę za sobą i pojechałem do amerykańskiej ambasady w Addis Abeba [stolica Etiopii – przyp. red.] aby ubiegać się o wizę turystyczną. Bez spojrzenia na mnie lub moje papiery, kobieta za biurkiem ze skórą ciemniejszą nawet niż moja, szybko przybiła „ODRZUCONE” na moich dokumentach. To zabolało, nie tylko ze względu na odrzucenie, ale głównie ze względu na lekceważenie jakie mi okazano. Z tymi drzwiami, które były przede mną zamknięte nie miałem możliwości, ale próbowałem dostać się do Nairobi w Kenii na leczenie.” Dr Samuel zatrzymał się, popatrzył mi prosto w oczy i odważył się stwierdzić “Wiesz, powinienem być w twoim wieku… Czy wiesz, że byłem w więzieniu przez 12 lat?”. Milczałam, więc dr Samuel kontynuował.

„Kiedy DERG (komunistyczny reżim, który przejął kontrolę nad Etiopią od 1974 do 1991) przejął kontrolę w latach 70, wielu studentów zostało uwięzionych, ponieważ byli oni postrzegani jako zagrożenie dla manifestu socjalistycznego. Byłem przetrzymywany przez 6 lat. Po zwolnieniu wróciłem do szkoły i zyskałem stopień magisterski, ale parę miesięcy później zostałem ponownie uwięziony przez reżim. Siedziałem kolejne 6 lat w więzieniu… Przy okazji, ile masz lat, Maggie?” zapytał mnie, ale zanim mogłam odpowiedzieć, spojrzał pustym wzrokiem na ścianę i dodał: „Gdybym tylko mógł mieć te lata z powrotem.”

„Gdy wróciłem do Kenii i nie udało mi się znaleźć jakiegokolwiek leczenia dla mojego nowotworu, więc skończyłem w obozie dla uchodźców, myśląc, że może będę mógł dostać się do USA na leczenie nowotworu, ale po trzech miesiącach deportowali mnie do Etiopii.” Znowu przerwał.

„Więc co z twoim zdrowiem teraz?” Zapytałam ostrożnie. „Nie wiem” odpowiedział. „Zgaduje, że jest w porządku, ale nowotwór wciąż jest we mnie.” Mały dzwonek zadzwonił znowu i nasza rozmowa się skończyła, sesje konferencyjną wznowiono. Nie spotkaliśmy się już potem.

Tydzień temu, napotkałam dr Samuela i usłyszałam dobrą nowinę. Jego żona urodziła dziewczynkę, jego nową córkę, krótko po konferencji. Dr Samuel uśmiechał się mówiąc o tym – uśmiech, który przynajmniej na chwilę zdawał się uspokajać jego blizny z wczoraj i lęki o jutro.

– Maggie, Mark i Emebet, Świeccy Misjonarze KombonianieAwassa, Ethiopia

Kontrasty

Liliana FerreiraJestem tam, gdzie moje serce, a moje serce jest na tej pięknej ziemi, pełnej majestatycznych i wspaniałych drzew, które niestety zostały zagrabione przez inne kraje. Na tej ziemi, gdzie słońce budzi się nad morzem, a zachodzi w górach; gdzie księżyc nie jest łgarzem i uśmiecha się do ciebie, kiedy na niego spojrzysz. Na tej ziemi, gdzie możesz oddychać świeżym powietrzem, co niestety dla wielu jest również źródłem dochodu. Na ziemi z przepięknymi plażami o białym piasku i krystalicznie czystej wodzie, które zostały wyludnione, by zrobić miejsce przemysłowi turystycznemu. Na ziemi koloru czerwonego od krwi, przelanej przez wielu walczących o niepodległość, wylanej w walce o pokój oraz krwi tych, którzy dzisiaj walczą o lepsze życie i domagają się swoich praw. Ziemia ta stanowi również środek do przeżycia. Ludzie zbierają niezbędne pożywienie by utrzymać się w ciągu roku, lecz ziemię tę uzurpowały sobie narody pochodzące z odległych krańców Ziemi żądając swoich praw bez przemyślenia konsekwencji swych działań na życie ludzi mieszkających tam od pokoleń.

Mozambik jest piękny i atrakcyjny. Przyciąga swą przyrodą i zasobami oraz przyjaznymi i gościnnymi ludźmi. Dla postronnych może wydawać się także centrum zatrudnienia, ale tak wydaje się tylko przyjezdnym. Bezrobocie jest wysokie, młodzi ludzie zmagający się z ukończeniem 12 klas stają przed zamkniętymi drzwiami lub pracują za minimalną stawkę…

Mozambique

Ta rzeczywistość została nam nakreślona podczas pierwszego semestru Civic and Moral Education, kiedy rozmawialiśmy na temat aktualnej sytuacji Mozambiku naznaczając takie punkty, jak: nierównomierność społeczna, bieda, edukacja i opieka zdrowotna, korupcja, globalizacja,…


Liliana Ferreira, LMC

Kiedy wojna wkroczyła do Mongoumba

Drodzy Świeccy Misjonarze Kombonianie, przyjaciele i znajomi

Do wszystkich POKÓJ I DOBRO

I znów jestem, by opowiedzieć Wam o sytuacji w kraju i jak zamierzamy działać dalej pomimo przeciwności i destabilizacji. Dzisiaj pisze wyłącznie w swoim imieniu, ponieważ Tere jest bardzo zajęta.

Pisałyśmy ostatnio z Teresą w styczniu o naszych lękach i obawach. Dzisiaj ten temat powraca, jedyne co się zmieniło to fakt, że z dalekich obserwatorów stałyśmy się bliskimi, czy nawet ofiarami gróźb.

Gracze zmienili się i teraz zamiast “rebelianckich” Seleka (koalicja zbrojnych ugrupowań rebelianckich RŚA – przyp. tłumacza) mamy “wyzwolicieli” Anti-balaka (ochotnicze chrześcijańskie jednostki samoobronne – przyp. tłumacza) i grupy młodych nazywają się samoobroną , która jest obecna w każdej wiosce i której głównym celem jest zniszczenie wszystkiego co było muzułmańskie.

Kiedy Seleka dotarli do Mongoumba społeczność nie była mocno poszkodowana, głównie ze względu na interwencje burmistrza, który był muzułmaninem. Wraz z rozwojem Anti-balaka czy Siriri muzułmanie zaczęli się bać o swoje bezpieczeństwo. Kiedy zagrożenia nasiliły się kobiety i dzieci uciekły do sąsiedniego kraju, bo do tej pory próbowali pilnować swojej własności i majątku. Nie czuli się bezpiecznie w swoich domach, które traktowali jak azyl, więc po jakimś czasie przenieśli się na kilka nocy do domu misjonarzy. Po jakimś czasie odeszli, zostawiając pod opieką księdza dwa motocykle i rzeczy osobiste.

Podczas gdy w stolicy, w Bangui największe problemy były ze względu na starcia Seleka i Anti-balaka to w Mongoumba i okolicznych wioskach tym problemem są lokalne grupy młodych, które pozostają niekontrolowane. To one w imieniu Ani-balaka sieją zamęt, niszczą, rabują i palą wszystko co muzułmańskie oraz prześladują tych, którzy w jakikolwiek sposób pomagają ocalić ich posesje. To młodzi bandyci pod wpływem narkotyków i alkoholu, którzy dali się zmanipulować przez osoby, które sieją chaos dla własnych korzyści. Mają wszelkiego rodzaju broń własnej roboty począwszy od włóczni, poprzez noże, maczety, po broń myśliwską. Są dziwnie ubraną grupą, w ekstrawaganckich ciuchach, niektórzy ubrani w żołnierskie mundury, inni ubrani jak na karnawale, wszyscy używają amuletów, także krucyfiksów i różańca, jako, że prawie wszyscy nazywają się chrześcijanami.

To co nas dotknęło w tej fali przemocy , która zmiotła nasz mały raj to obojętność i milczenie władz i społeczności w ogólności. W niedzieli po pierwszych grabieżach zaapelowano do kościołów o modlitwę przed meczetem, by ostrzec i zapobiec zbezczeszczeniu i zniszczeniu świątyni. Jednakże było tam obecnych zaledwie dwadzieścia osób. Apel zderzył się z „murem głuchych”. Kilka godzin później młoty zaczęły swoją destrukcyjną rolę, której już nikt nie przeszkadzał. Budynek, który mógł zostać wykorzystany do innych celów jest teraz stertą gruzu.

Z atmosfery obojętności i milczenia większość ludzi wzniosła podziw dla działań policji, tak jakby byli bohaterami. To się potwierdziło kiedy grupa samoobrony zaczęła naciskać na wiceburmistrza, by powiesić uciekiniera, który nie był muzułmaninem, i przybył z innego miasta, gdzie był poszukiwany za donoszenie na chrześcijan do bojówek Seleka. Dodatkowo wysunięto żądanie oddania dwóch motocykli po muzułmanach, które zostały u ojców. Młodzi ludzie przyszli uzbrojeni, pełni agresji i arogancji. Motocykle i inne rzeczy po muzułmanach miały być im oddane przy obecności policyjnego komisarza (jest przedstawicielem władz, ale nie ma realnej władzy) i z wymogiem podpisania dokumentów przekazania. Pomimo presji ojciec Jesus nie oddał rzeczy muzułmanów w ich ręce i następnego dnia zostały one wysłane do Anti-balaka 20 km od Mongoumba.

Nie pojmujemy fali nienawiści i przemocy przeciw ludziom, którzy do tej pory dorastali razem i żyli w harmonii, gdzie muzułmanie żyli obok w pokoju. Prawdą jest, ze historie zasłyszane od innych o wydarzenia w innych częściach kraju mają negatywny wpływ na to co się dzieje. Nikt nie powiedział ani jednego dobrego słowa o Czadyjczykach, obojętnie czy są Seleka, czy z MISCA (Międzynarodowa Misja Wsparcia w Republice Środkowoafrykańskiej pod Dowództwem Sił Afrykańskich – przyp. tłumacza), czy też zwykłymi cywilami. Wszyscy są przeciwko Czadyjczykom, zapominając o tym, że nie wszyscy muzułmanie są Czadyjczykami.

Nasza sytuacja jest niepewna, nie jesteśmy dobrze poważani. Próbowaliśmy robić wszystko co rozważne i co w naszej mocy, ale podjęliśmy także radykalne kroki, takie jak zawieszenie wszystkich działań w parafii na jeden tydzień (poza sprawowaniem mszy). Społeczność zaatakowała nas otwarcie za pomoc muzułmanom. Zaczęła nawet krążyć plotka, że o. Jesus jest zwolennikiem Czadyjczyków, bo żył tam na misji przez kilka lat. Podejrzewamy, że może dojść do aktów przemocy wobec nas, jakkolwiek do tej pory do tego nie doszło.

Jakiś czas temu noc była cicha, bo ludzie uciekali przed zamieszkami do lasu. Dzisiaj jest kolejna cicha noc, ale tym razem nie ma strzałów, a domy są zamknięte, by uniknąć problemów w regionie bezprawia.

Porównując wydarzenia, które miały miejsce w innych częściach kraju, czy nawet w miastach i wioskach w naszym regionie nie możemy narzekać. Bóg opiekuje się Mongoumba! Parafia Mbata oddalona o 40 km, w której pomagali Kombonianie z Mongomba do grudnia została częściowo zniszczona. Były tam także ofiary śmiertelne zarówno muzułmanie jak i inni. Nawet dzisiaj wielu ludzi cały czas jeszcze kryje się w dżungli, bo nie mają środków do życia, a tym bardziej do odbudowy spalonych domostw.

Najbardziej stresującą sytuacją w naszej diecezji były parokrotne ataki na parafie Boda i Ngoto, włączając w to również placówki misyjne. Po ostatnim ataku zostały one bez samochodów, motocykli czy nawet telefonów. W tamtych społecznościach od dawna częste są konflikty muzułmanów z innymi religiami i do tej pory głównym mediatorem pomiędzy tymi dwoma stronami był biskup D. Rino.

Francuskie i afrykańskie oddziały usiłowały rozbroić i zneutralizować rebeliantów z Seleka, którzy opuścili stolicę, ale są aktywni w pozostałych regionach. Z drugiej strony Ani-balaka pod hasłem „wyzwolicieli” urosła w siłę i zaczęła prześladować muzułmanów i urządzać prawdziwe masakry. Policja Anti-balaka, która nazywa się chrześcijanami , jest podżegana i manipulowana przez człowieka, który pragnie władzy.

D. Nzapalainga, arcybiskup Bangui, który od początku konfliktu jest wspierany przez imama oraz pastora, jako reprezentanta kościołów protestanckich, w celu przywrócenia pokoju. Powiedzieli ostatnio, by wszyscy wzięli odpowiedzialność za to co się dzieje, zarówno na poziomie państwowym i międzynarodowym, szczególnie za tych którzy manipulują młodymi.

Pośrodku wszystkich sporów rozbłysnęło światło nadziei. Biskup Bangassou, Juan José Aguirre powiedział, że w jego diecezji siły samoobrony zostały zneutralizowane przez działania mediacyjne komitetów międzyreligijnych i teraz niektórzy parafianie zaczęli włączać w treningi katolików, protestantów i muzułman.

Pomimo destabilizacji i napięć, staramy się kontynuować naszą pracę we wszystkich projektach, próbując pomóc misji, do której zostaliśmy posłani. Czasami to trudne, bo są momenty zwątpienia, ale kto powiedział, że misja jest łatwa?

Zaczyna brakować wielu produktów (soli, cukru, leków…), władze nie otrzymują wsparcia i jest mało pieniędzy w obiegu, ale… jest zawsze „ale”… organizacje pozarządowe przybyły pierwsze, a z nimi pieniądze, leki, jedzenie, ubrania, woda pitna… i dobrze płatna, choć tymczasowa praca.

Ostatecznie chcę powiedzieć, że warto „cierpieć” za misje. To dobrze wiedzieć, że ktoś myśli o nas i nie jesteśmy sami!

Liczymy na modlitwy.

Łącząc się w pokoju, ściskam.

Elia Gomes, ŚMK w Mongoumba

Doświadczenie Wspólnotowe na Polu Misyjnym w Meksyku

Witajcie wszyscy nasi przyjaciele ŚMK ! Przesyłamy wam tutaj trochę naszych zdjęć z Pola Misyjnego z naszego doświadczenia wspólnotowego , gdzie spędziłyśmy trzy miesiące w górach Guerrero w Meksyku , w społecznościach naszych tubylczych braci Miksteków w misji Metlatónoc . Nasza siedziba ŚMK znajduje się we Wspólnocie Huexoapa , a stamtąd przenosiłyśmy się 2 dni w tygodniu do społeczności Cocuilotlaxala i Atzompa .
Towarzyszyłyśmy naszemu koledze Alma Navarro , który jest obecnie jedynym przypisanym do tej misji , jako że jego towarzysze już zakończyli swój okres pobytu, a w Boże Narodzenie w misji dołączyły do nas : Manuelita i jej mama , i Minerva , które przyjechały z Meksyku(stolicy) .
W pierwszym miesiącu doświadczenia i misji, wspierała nas i towarzyszyła nam Marta, ŚMK z Puebla. Miałyśmy doświadczenie Boga , który napełnił nas siłą w Chrystusie i wielką motywacją do pozostania wiernymi naszemu powołaniu . Jesteśmy już w mieście Meksyku , mieszkamy w  Seminarium Kombonianów Xochimilco , i  stąd  będziemy kontynuować nasze misyjne szkolenie jako ŚMK , które zakończy się w czerwcu . W dniu 6 lipca , będzie nasze posłanie podczas Mszy właśnie tutaj , wszyscy są zaproszeni , a my jeszcze poinformujemy was o naszych Mszach z posłaniem w naszych rodzinnych parafiach . Nie wiemy, gdzie mają zamiar nas wysłać, ale Bóg wie, i żeby Jego wola się w nas wypełniła, oddajemy się w Jego ręce i nadal powierzamy wam naszą pracę misyjną ŚMK , dla Odnowy Narodów. Niech Jezus Chrystus i Maryja misjonarka, wraz ze św. Danielem Combonim błogosławią was na misyjnej drodze! Dzięki za wasze modlitwy i wsparcie finansowe !
Silne uściski dla wszystkich od Izabeli i Karoliny !


Izabela i Karolina, ŚMK z Meksyku

Żałoba i Uzdrowienie

CandelTradycje w żałobie po śmierci bliskiej osoby tutaj w Etiopii są tymi, które  najbardziej różnią się od naszych pochodzących z zachodniej kultury . Pogrzeby są tutaj znaczącymi wydarzeniami, które angażują całą społeczność . Biały namiot rozbity obok domu lub na ulicy jest znak zapewniającym, że rodzina jest w żałobie . Kiedy człowiek umiera , żałobnicy zbierają się w domu zmarłego, aby pocieszyć rodzinę . Namiot żałobny pozostaje się na dłużej niż tydzień , a przez ten czas rodzina nigdy nie jest sama .  Krewni i przyjaciele (i dalsi krewni i znajomi )  pochodzą każdego dnia, aby rozmawiać i oferować swoje kondolencje , ale głównie siedzieć w ciszy z rodziną. Typowy pogrzeb może być udziałem tysiące ludzi .

Rodzina jest zwykle członkiem grupy w lokalnej społeczności o nazwie Idir . To jest klub samopomocy poprzez ubezpieczenie pogrzebowe i członkowie spotykają co miesiąc, aby decydować o funduszach . Według uznania członków komisji ” , fundusze mogą być również wykorzystywane jako kredyt lub podczas trudnych czasów . Typowy Idir może składać się z 50 rodzin. Co miesiąc każda rodzina w IDIR wpłaca ok. 15 Birr ( $ 1) do funduszu , a jeśli ktoś w rodzinie umiera pewna suma pieniędzy zostaje zwrócona do rodziny , aby pomóc pokryć koszty pochówku i pogrzebu . Podczas gdy rodzina jest w żałobie ,Idir również szybko zmobilizuje się do podejmowania decyzji za nich i zapewni namiot żałobny , duże garnki do gotowania , naczynia , krzesła, ławki i stoły . Całą racją bytu IDIR jest zapewnienie godnego i odpowiedniego czasu żałoby dla rodziny i czyni to poprzez odciążanie rodziny z całego ciężaru logistyki i finansów pogrzebowych.

Podczas wizyty w domu rodziny aby opłakiwać, niesamowitym jest to , że wiele razy nie mówi się ani jednego słowa . Ludzie przychodzą i odchodzą , nic nie mówiąc , nawet bezpośrednio nie pozdrawiając członków rodziny w żałobie . Czasami w życiu słowa są niewystarczające i Etiopczycy przestrzegają tej prawdy , jeśli chodzi o żałobę .

Ważne jest, aby być obecnym . Kilka razy , moje ( Mark ) całe biuro zostało zamknięte dla całego personelu , aby iść opłakiwać . Cała nasza grupa ( z kobietami noszącymi czarne chusty na głowach ) weszła na teren obiektu lub do domu i usiadła w ciszy na długich drewnianych ławkach , z miejscami najbliżej rodziny w żałobie prezentowanymi dla starszych lub najwyżej szanowanych gości . Siedzieliśmy w milczeniu może pół godziny, z kawałkiem chleba lub palonym jęczmieniem, które były nam podane. Następnie po upływie odpowiedniej ilości czasu, o. Sixto ,dyrektor naszego biura i najstarszy ( z odpowiednimi białymi włosami ) wstał i powiedział kilka słów i modlitwę za zmarłych i rodzinę . Cały nasz zespół wychodził następnie po cichu , bez słowa .

Czterdzieści dni po śmierci istnieje inna wielka uroczystość z okazji zakończenia głównego okresu żałoby . Zazwyczaj w ciągu czterdziestu dni , członkowie rodziny zmarłego noszą różne ubrania (głównie czarne ) i fryzury ( wdowy często obcinają włosy ) . Wiele razy niektórzy krewni przychodzą i śpią w domu rodziny pogrążonej w żałobie przez całe 40 dni , aby upewnić ich, że nie są sami . Mały ołtarzyk pamiątkowy składa się  zazwyczaj ze zdjęcia zmarłego i płonącej świecy . 40 dniowe uroczystości zazwyczaj wiążą się z nabożeństwem w kościele (dla prawosławnych i katolików ), po czym następuje posiłek w domu rodziny. Biały namiot zostaje rozstawiony ponownie i członkowie IDIR przychodzą, aby pomóc w gotowaniu i przygotowaniach . W październiku ,ojciec jednego z naszych najbliższych przyjaciół zmarł , a ja ( Maggie ) pracowałam na południu i będąc pośród wiejskich krajobrazów nie otrzymywałam wiadomości, aż do kilku dni po pogrzebie . Po powrocie z południa , naprawdę chciałam wziąć udział w 40-dniowych uroczystościach , aby dać swoje wsparcie dla niej i jej rodziny .

Nasza przyjaciółka mieszka w Awassa ale jej rodzina pochodzi z małej miejscowości Kebre Mengist około 10 godzin jazdy stąd . Zatrzymałam się w jej domu tutaj w Awassa na noc przed wyjazdem , tak aby można było złapać autobus o 4 rano. Przyjechałyśmy na dwa dni przed obchodami , aby pomóc w przygotowaniach . Szłyśmy z dworca autobusowego i byłyśmy w trakcie normalnej rozmowy, gdy weszłyśmy do domu rodzinnego , gdy nagle wszyscy wybuchnęli płaczem i zawodzeniem . To było stateczne ujście uwalniające resztki smutku, który nadal pozostał . Czekaliśmy , aż jeden ze starszych , wuj , po prostu powiedział: “wystarczy” , a następnie przeszliśmy dalej.

Następnego dnia o świcie wół został kupiony i ubity, a kobiety zaczęły napływać masowo z koszami cebuli, czosnku , pomidorów i marchwi wiązanymi na plecach . Usiadły w cieniu drzew , pracując dalej nad obieraniem i krojeniem warzyw czy sortowaniem soczewicy w kolorowych plecionych koszykach , i rozmawiały podcza pracy. Cały dzień przygotowały gulasze i injera na lunch następnego dnia . Dołączyłam się i pozwolili mi mieszać gulasz w ogromnym garnku na 200L . Praca była przerywana ceremoniami kawy przez cały dzień . Kadzidło unosiło się w powietrzu . Ludzie siedzieli i stali.

Docenili to, że chciałam być tam z nimi , a  nawet otrzymałam honorowe miejsce spania w łóżku ( … z moją przyjaciółką i jej ciotką ! ) . Ośmiu innych krewnych spało wszędzie wokół nas na różnych formach mat i materaców na ziemi . Msza w kościele prawosławnym następnego dnia rano była prosta i czytelna , a setki ludzi przyszło potem dzielić razem lunch . Jeśli chodzi o nas , to ledwo kiedy opuszczaliśmy pokój sypialny przez cały dzień . Siedzieliśmy , a ludzie przychodzili i wypoczywali , i opowiadali historie i dzielili się wspomnieniami . Było o wiele więcej rozmów , niż w dniach bezpośrednio po śmierci, co pokazuje, że 40 dni intensywnej żałoby , pozwalając ujść wszystkim uczuciom i łzom , przyniosło uzdrowienie , które w przeciwnym razie może by nie przyszło bez tej podróży .

– Maggie

Maggie, Mark and Emebet Banga, Comboni Lay Missionaries, Awassa, Ethiopia