Swieccy Misjonarze Komboniane

W drodze…

KasiaNie miałam pojęcia, że czas może biec tak szybko, właśnie zauważyłam, że od mojego ostatniego wpisu minął już miesiąc… najwyższa pora coś napisać 🙂

Niewiele się u mnie zmieniło, to znaczy, że czas wypełniony jest różnymi spotkaniami, aktywnościami, wyjazdami aż do maksimum. Jednak spróbuję jakoś streścić minione wydarzenia. W połowie marca wszyscy świeccy, czyli i kandydaci i misjonarze brali udział w rekolekcjach wielkopostnych w Viseu, które prowadził dla nas jeden z ojców kombonianów. Chociaż było to moje przedostatnie spotkanie z ŚMK to już mogłam usłyszeć, że jak ja sobie to wyobrażam, że niby co, że teraz tak ich zostawię i pojadę sobie do Mozambiku?! I coś w tym jest, bo znamy się dopiero 3 miesiące, a już się z nimi zżyłam, nie wiedziałam, że można tak bardzo w ciągu kilku tygodni. Myślę, że nie tylko ja, ale i oni również. Czemu? Bo w czasie tego spotkania, podczas niedzielnej Eucharystii zrobili mi i Barbarze niespodziankę i postanowili posłać nas na misje ze swojej wspólnoty. Tak, doskonale zdajemy sobie sprawę, że zostałam już posłana przez ks. Arcybiskupa, ale chcieli to uczynić jeszcze raz, tak symbolicznie, że wychodzimy i z ich wspólnoty. Wyobraźcie sobie, że to nie było moje ostatnie posłanie 🙂 ale o tym za chwilę, bo między tym trochę się jeszcze wydarzyło…

Oprócz zwyczajnych codziennych obowiązków i planu dnia doszedł jeszcze kurs biblijny i zbieranie reszty potrzebnych dokumentów do zrobienia wizy. Wyobraźcie sobie, że biurokracja w Portugalii jest jeszcze bardziej skomplikowana niż w Polsce! Te wszystkie wycieczki między urzędami, biurami, lekarzami… to może wykończyć człowieka. Ale szczęśliwie udało się zebrać wszystkie dokumenty przed Wielkim Tygodniem. Czemu to takie ważne? Bo w Wielki Czwartek razem z Barbarą złapałam samolot do Madrytu. Dokładnie tak, dobrze widzisz, do Madrytu. Wspólnota ŚMK z Hiszpanii zaprosiła nas na celebrowanie Triduum i Świąt.

Pobyt w Hiszpanii był niesamowity! Wspólnota składa się przede wszystkim z rodzin, co sprawiło, że Święta były naprawdę rodzinne. Z lotniska odebrał nas jeden z ojców kombonianów, potem zabrał nas do małej, górskiej miejscowości położonej niedaleko Madrytu, gdzie zazwyczaj Świeccy mają spotkania. Zresztą był tam z nami przez całe spotkanie. Zazwyczaj większość spotkań formacyjnych dzieci i dorośli mieli osobno, ale zawsze potem spotykaliśmy się wspólnie na podsumowaniu.

Kasia y Barbara

Spotkanie rozpoczęliśmy od podzielenia dlaczego przyjechaliśmy, z jakimi uczuciami i czego oczekujemy, zakończyliśmy wspólnym spotkaniem z dziećmi, a po nim udaliśmy się na poddasze, które na czas Triduum przerobiliśmy na kaplicę, by tam celebrować Liturgię Wielkiego Czwartku w naszej małej wspólnocie. Po niej już tylko kolacja, wspólna modlitwa i czas na odrobinę odpoczynku. Zarówno w Wielki Piątek jak i w Wielką Sobotę mieliśmy mini konferencję, spotkanie w małej grupie, czas na spacer, rozmowy, spotkania… Poznałam kilka osób, które były na misji w Carapira, dzięki czemu mogłam dowiedzieć się jeszcze więcej o miejscu, w którym już niedługo będę posługiwać. Wielki Piątek upłynął odrobinę spokojniej niż zwykle, wspólna liturgia była bardzo piękna, zresztą wieczorna adoracja również. Jak już wspomniałam, miałam więcej niż jedno posłanie 😉 kolejne miało miejsce w czasie Wigilii Paschalnej. Razem z Barbarą zostałyśmy zaproszone na środek, gdzie otrzymałyśmy krzyżyki, a potem do nas dołączył Alberto ze swoją rodziną  i David, który w czasie wakacji lecą do Afryki. Wszyscy razem utworzyliśmy małe koło, a na zewnątrz, reszta wspólnoty drugie i rozpoczęliśmy taniec. Podczas niego ojciec odczytał błogosławieństwo i zostaliśmy posłani na misję. Po zakończeniu liturgii rozpoczęliśmy wspólne świętowanie, śpiewy i tańce, radości nie było końca! Niestety już następnego dnia musiałyśmy wrócić do Madrytu, bo kolejnego dnia miałyśmy samolot do Porto. Jednak tą odrobinę czasu wykorzystałyśmy na krótki spacer po mieście. Po nim dość wczesna wspólna kolacja i czas na ogarnięcie się i swoich rzeczy, bo już następnego poranka miałyśmy samolot, żeby wrócić do Portugalii. Jednak jeszcze nie do domu, nie do Bragi, tylko do Lizbony. Mieszkałyśmy w domu ojców kombonaniów, gdzie podobnie do wcześniejszych domów, spotkałyśmy się z ogromną życzliwością. Czemu Lizbona? Bo właśnie tam mogłam załatwić wizę. Oczywiście nie udało się jej wyrobić za pierwszym podejściem, bo sympatyczna pani oznajmiła mi, że brakuje jednego świstka… na szczęście udało nam się go zorganizować i kolejnego dnia, już bez problemów złożyłam wszystkie potrzebne dokumenty. Teraz nie pozostaje już nic innego jak czekać na otrzymanie wizy, w połowie miesiąca powinnam ją już mieć!

Korzystając z okazji zwiedziłyśmy odrobinę Lizbonę. Świetne miejsce! Możecie się o tym przekonać oglądając zdjęcia. Przez większość czasu była z nami Vanessa, która ogromnie mi pomogła przy wizie, jej pomoc jest nieoceniona. Jak będziecie mieli okazję być w Lizbonie to obowiązkowo wybierzcie się na wycieczkę do Sintry! Znajdują się tam kapitalne zamki! Do gustu przypadł mi szczególnie Castelo dos Mouros. Kapitalna sprawa! Jest położony na wzgórzu, a widok jaki z niego jest zapiera dech w piersiach… ląd, ocean, rzeka, miasto, mosty… Na zakończenie naszych ferii w piąte przyjechałyśmy do Cacia, gdzie mieszka Sandra i Carlos, by podczas weekendu zatrzymać się na trochę nad zagadnieniami związanymi z życiem wspólnotowym.

Już w najbliższy czwartek mam egzamin finalny na zakończenie kursu, na kilka dni przylatuje do nas rodzina Barbary, potem chwila odpoczynku, ostatnie spotkanie ŚMK i… powrót do domu!

Jak widzisz, czas mija mi całkiem zwyczajnie… 🙂 a korzystając z okazji, życzę Ci, byś nieustannie odkrywał pusty grób i radował się z każdego spotkania ze Zmartwychwstałym!

Pozdrawiam,

Kasia, ŚMK

 

W sprawie problemu handlu ludźmi

Talita Kum5 marca 2016r. w domu Werbistów w Lizbonie, odbyło się  seminarium na temat handlu ludźmi zorganizowane przez CAVITP i prowadzone przez siostrę Gabriellę Bottani, włoską Siostrę Misjonarkę Komboniankę.

Handel ludźmi to problem bardzo złożony, który zagraża życiu konkretnych osób, ich rodziń i całych społeczności. Wymaga mądrego i odważnego podejścia , profesjonalizmu i serca.

Nie bez przyczyny, zdaniem wybranym na otwarcie seminarium było: “Wypłyń na głębię i zarzuć sieci na połów!” (Łk 5,4).

Pytamy więc: co jest tą głębią w naszym życiu: nasze zaufanie Bogu, nasze lęki i słabości, nasz wygląd, rany naszych braci, miłość do Boga i bliźniego…?

W czasie seminarium zaprezentowano konkretne sposoby na walkę  z procederem handlu ludźmi. Jednym z nich jest założona w 2009r. “Talita Kum” – Międzynarodowa Grupa Życia Konsekrowanego Przeciwko Handlu Ludźmi”.  (http://www.talithakum.info/). Jest to “sieć łącząca inne sieci”, która pozwala wprowadzić chęci i badania eksperckie w walkę przeciwko tej pladze niszczącej tak wiele żyć.

Podejście do problemu ma wiele aspektów.

Po pierwsze nacisk kładziony jest bardziej na zapobieganie niż ostrzeganie przed niebezpieczeństwem, które może się czaić za atrakcyjną ofertą pracy z drugiej części świata; pokazywanie perspektywy szczęśliwego życia w miejscu gdzie żyją inni ludzie, proponowanie alternatyw, które w pozytywny sposób angażują ludzi w różne wartościowe projekty.

Ostrzeganie zaś musi być praktykowane na różnych poziomach, zwłaszcza poprzez edukację. Ponieważ wszyscy mamy z tym do czynienia,  w społecznościach ważne jest ostrzeganie o różnych potencjalnie niebezpiecznych sytuacjach, przekazywanie opinii o danych miejscach, firmach, ochrona ofiar i członków ich rodzin  (dwie strony, które uczestniczą w tym koszmarze, często oddalone są od siebie tysiącem kilometrów).

Dla metodycznej, coraz lepiej  zorganizowanej i efektywnej akcji,  kluczowe są także studia i badania tego zagadnienia… ponieważ rozwiązywanie problemów dotyczących ludzkiego życia winno być zawsze monitorowane. Z psychologicznego, socjologicznego i duchowego punktu widzenia,  powszechna opieka nie może być ograniczana,  a doraźna pomoc wręcz wymagana.

Podczas spotkania zaprezentowano również kilka świadectw ludzi uratowanych z piekła handlu ludźmi. Prawdziwe historie, które opowiadają o determinacji ofiar, które przekroczyły ocean bólu i strachu i pomimo blizn były w stanie wrócić do życia, stanowią przykład odwagi i są znakiem nadzieji dla nas.

Osobiście, byłem pod wrażeniem świadectwa matki, która na widok swej córki powracającej do domu, wciąż naznaczonej i napiętnowanej przez środowisko, wyznaje z bólem: „…ale ona jest moją córką!”

Jakże inny byłby świat, gdybyśmy byli w stanie spojrzeć na ofiary …z miłością. Prawdziwie kontemplowalibyśmy tą prawdę, idąc za papieżem Franciszkiem, który mówi, że kto kocha, kontempluje.(cf. EG199).

Na końcu, dzielę się z wami wyzwaniem sieci Talita Kum,  każdy z nasz w jakiś sposób może przyczynić się do uratowania ludzkiego żyć. A więc,  zróbmy to!

Co możesz zrobić, żeby pomóc?:

  • Pogłębiać swoją wiedzę na temat zagadnienia handlu ludźmi na świecie i w twoim kraju
  • Skontaktować się z organizacjami w twoim kraju, działającymi przeciwko handlu ludźmi,
  • Zostać wolontariuszem w akcjach edukacyjnych i politycznych demonstracjach
  • Modlić się za organizacje i ludzi działających przeciwko handlu ludźmi
  • Wspierać i uczestniczyć w kampaniach przeciwko handlu ludźmi
  • Kupować produkty z socjoekonomicznych centrów reintegracji byłych ofiar handlu ludźmi
  • Wspierać finansowo organizacje i ruchy działające na rzecz likwidacji handlu ludźmi

“Jeśli chcesz iść szybko, idź sam.

Jeśli chcesz iść daleko, idź z kimś.”

(Przysłowie afrykańskie)

Pedro Moreira, ŚMK

Święta Wielkanocne – ŚMK, Hiszpania 2016

“Posłany aby miłosierdziem  uleczyć zraniony świat” – pod takim hasłem Grupa ŚMK z Hiszpanii obchodziła w Madrycie Triduum Paschalne.

To był bardzo intensywny czas wypełniony modlitwą, śmiechem, dzieleniem się myślami i marzeniami,  a przede wszystkim budowaniem rodziny i uczeniem się życia we wspólnocie.

ŚMK, Hiszpania

List do rodziny komboniańskiej na Jubileuszowy rok Miłosierdzia

Daniel ComboniNie na krótką chwilę stworzył to Cudowne Serce… każde jego bicie wypełnione jest najczystszą i najmiłosierniejszą miłością do człowieka. Od momentu swego narodzenia, poświecony w żłóbku w Betlejem, spieszy aby głosić pokój temu światu po raz pierwszy: jako mały chłopiec w Egipcie, samotnik w Nazarecie, głosiciel dobrej Nowiny w Palestynie, dzieli swój los z biednymi, zaprasza maluczkich, aby do niego przyszli, dodaje otuchy w smutku, leczy chorych, i wskrzesza umarłych; wzywa, utrudzonych i przebacza skruszonym; umierając na krzyżu, z wielką łagodnością modli się za swoich oprawców, zmartwychwstały w chwale, posyła apostołów, aby głosili zbawienie całemu światu.”

(W 3323).

Droga Rodzino Komboniańska,

Wraz z tym listem – owocem modlitwy, przemyśleń i kontemplacji, kończymy Rok Życia Konsekrowanego i rozpoczynamy świętowanie Jubileuszowego Roku Miłosierdzia. W związku z tym, chcielibyśmy przedstawić wszystkim członkom Rodziny Komboniańskiej część naszych przemyśleń, a w szczególności chcemy zaprosić każdego z osobna do życia pełnego wyzwań i szans, jakie daje nam i naszej rodzinie ten rok Miłosierdzia. Razem z tym listem, chcielibyśmy zaproponować wam dzień modlitwy powszechnej, mając w pamięci słowa Komboniego: „Wszechmoc modlitwy jest nasza siłą”

“Kochać i przebaczać”

Powołani łaską Boga do podążania za Chrystusem śladami Św. Daniela Komboniego “W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. (Ef 1:4), otrzymaliśmy również , jako integralną część naszego charyzmatycznego DNA, powołanie do kontemplowania przebitego serca Chrystusa Ukrzyżowanego, najbardziej wymownego przykładu nieskończonego miłosierdzia Boga względem całej ludzkości. Powołanie to pozwala nam przemieniać nasze wnętrze, abyśmy także mogli obejmować wszystkich miłością i miłosierdziem „ ku chwale majestatu swej łaski,
którą obdarzył nas w Umiłowanym.  W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski.” (Ef 1:6-7).

Jako uczniowie i uczennice Chrystusa jesteśmy świadomi, że Ewangelia, którą chcemy głosić, jest większa niż my. Wezwanie nas do zaświadczenia o Chrystusie naszym życiem i słowami jest wymogiem dla nas jako kontynuatorów jego nauki, jednakże każdy z nas jest do tego powołany w innym stopniu i zakresie.

Poprzez naszą modlitwę codzienną, życie sakramentalne, kierownictwo duchowe i spotkania z braćmi i siostrami doświadczamy miłosierdzia Bożego. Jesteśmy wdzięczni Duchowi Świętemu, który działa w naszych sercach udzielając nam poczucia skruchy i oczyszczenia. Dziękujemy Bogu za radość z odpuszczenia win, radość, która odnawia nas i sprawia, że jesteśmy gotowi rozpoczynać wszystko na nowo, każdego dnia.

“Miłosierni jak Ojciec”: w naszych rodzinach i wspólnotach

Bóg kocha nas, przebacza nam i sprawia, że możemy doświadczać tajemnicy osobistego spotkania z nim i wyrażać jego miłosierdzie w stosunku do innych ludzi. W naszych wspólnotach i rodzinach, jesteśmy ciągle wzywani do wzajemnej akceptacji, poprzez Ducha Świętego, który jednoczy nas wokół Jezusa i sprawia, że jesteśmy jeszcze bardziej apostołami wieczernika.

W życiu codziennym, w momentach karcenia w braterski sposób naszych bliskich, a także podczas naszych spotkań i zebrań, dowiadujemy się w jakim stopniu żyjemy we wzajemnym miłosierdziu. Jeśli wszyscy staramy żyć się przesłaniem Dobrej Nowiny i miłosierną miłością Boga, pomagamy sobie wzajemnie wzrastać w Chrystusie, dostąpić oczyszczenia i pojednania z innymi.

Nasi bracia i siostry, członkowie rodziny, pomagają nam zrozumieć , że oni wybaczają nam wtedy gdy cierpliwie czekają i gdy robią krok w naszym kierunku. Sprawiają, że mamy kontakt z miłością, kiedy wierzą w nas pomimo naszych ograniczeń. Kiedy wspólnoty i rodziny żyją miłosierdziem, stają się miejscem łaski, uzdrowienia i pojednania w komunii z tymi, z którymi budują swoje życie, bez negowania trudności, słabości czy ograniczeń – swoich i innych osób.

Wszyscy mogą dostąpić łaski miłosierdzia którą my żyjemy. „Miłosierdzie nie zaprzecza sprawiedliwości, lecz raczej wyraża Boży sposób dotarcia do grzesznika, propozycję nowej szansy spojrzenia na siebie, nawrócenia i wiary” (MV 21).

Miłosierni w Ojcu: w społeczności apostolskiej

Bóg – nasz Ojciec, powołał nas do służby i dobrowolnej pracy w społeczności apostolskiej. Bardziej niż tylko do współpracy, wzywani jesteśmy do wzrastania, wychodzenia z siebie i przemienienia siebie w Chrystusa, posłusznego sługi. Nam, powołanym do życia zgodnie z nowym przykazaniem miłości: „Miłujcie się wzajemnie, jak ja was umiłowałem (Jn 13:34-35), Pan daje wszystkie potrzebne łaski po to aby głosić jego miłosierdzie i czynić nas zdolnymi do przebaczenia.

Dar miłosierdzia czyni nas zdolnymi do wyjścia z siebie, to życia czynami wrażliwości i wyrozumiałości dla innych: po to by być miłosiernymi względem ciała i względem ducha.

Często, ciężko jest nam żyć w miłosierdziu zgodnym z Duchem Chrystusowym. Zdaża się, ze jesteśmy bardziej zaangażowani w działalność charytatywną, misyjną względem tych, którzy są daleko a zapominamy o tych, z którymi żyjemy na co dzień, jako tych, których również jesteśmy powołani ewangelizować. Bóg, który chce żebyśmy byli miłosierni, pragnie byśmy byli miłosierni najpierw dla tych, którzy są najbliżej nas.

Miłosierni w Ojcu: względem dzieci Bożych

Nasz rodzaj służby zaprasza nas do powierzenia siebie Dzieciom Bożym, którzy witają nas w Jego imię. Doświadczenie uczy nas, ze jeśli jesteśmy otwarci i pokorni, nasi bracia i siostry będą miłosierni względem nas. Podejście arogancji i wyższości z naszej strony spowoduje różnego rodzaju negatywne reakcje. Powołanie do życia w miłosierdziu, (co też Komboni czynił) obliguje nas do podjęcia podróży w kierunku nawrócenia i życia pełnego prostoty, pokory i człowieczeństwa.

Miłosierni w Ojcu: w stosunku do instytucji

W czasie naszej przynależności do różnych Instytutów/ Grup/ Rodziny Komboniańskiej, wraz z wiekiem powinno w nas wzrastać poczucie miłości, zdrowej dumy i wdzięczności. Jednakże, niekiedy znajdujemy w sobie uczucia rozgoryczenia, destruktywnej krytyki oraz „terroryzmu plotek” jak nazywa to Papież Franciszek. Możemy mówić, że to jest część naszej ludzkiej natury naznaczonej grzechem i zmiennej. Nasze słabości nie powinny jednak ani nas zaskakiwać ani gorszyć. Nie powinny zmniejszać naszego poczucia przynależności, radości z faktu bycia Kombonianinem, czy naszego pragnienia zaangażowania w życie, a także naszego powołania do bycia świętym i zdolnym do poświęceń, śladami Komboniego. W tym roku, w roku Miłosierdzia, pozwólmy Bogu uleczyć nasz ból i rany, „ obleczmy się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość…” (Kol. 3:12) i oddajmy nasze nowe życie Rodzinie Komboniańskiej.

Miłosierni w Ojcu: Narzędzia miłosierdzia

Doświadczenie miłosierdzia napełnia nas radością i pragnieniem głoszenia słówjego miłosierdzie nie zna granic”(PS. 25:6) Podążając za przykładem Św. Daniela Komboniego, doświadczenie Bożego miłosierdzia sprawia, że otwieramy nasze serca i ramiona w kierunku cierpiących po to byśmy „pociechę otrzymaną od samego Boga, mogli ofiarować innym w ich utrapieniu” (2 Kor 1:4). W naszej służbie i obecności pośród dzieci Bożych, poprzez „bycie misjonarzem” jesteśmy wezwani do uczestnictwa w misji ratowania ludzi poprzez Miłosierdzie Boże objawione w Jezusie.

A więc…świętujmy Miłosierdzie

W tym jubileuszowym roku, przez wstawiennictwo Maryi, Miłosiernej Matki, prośmy Boga Ojca o dar przyznania się, że potrzebujemy jego miłosierdzia, i naszym pragnieniem jest być pojednanym: ze sobą samym, z naszymi braćmi i siostrami z naszych wspólnot, z członkami naszych rodzin, z naszymi współpracownikami, wszystkimi, którym służymy oraz z Grupami i Instytutami Komboniańskimi.

W związku z tym, chcemy zaprosić wszystkich członków Rodziny Kombonianskiej – ŚMK, SMK, IŚMK, MKSJ, – i inne grupy /ruchy, które czerpią inspirację z charyzmatu Komboniego, do świętowania, 17 Marca 2016 roku, XX rocznicy beatyfikacji Św. Daniela Komboniego, poprzez dzień modlitwy i kontemplacji Miłosierdzia Bożego, o którym świadczył także Komboni. Jest to zaproszenie dla nas Wszystkich, jako jego dzieci, abyśmy pozwolili sobie na przemianę naszego wnętrza Miłosiernemu Sercu Jezusa oraz żebyśmy się odrodzili do miłosierdzia i zaangażowania w głoszenie słowem i czynem Bożego Miłosierdzia najbardziej opuszczonym i cierpiącym.

 

Z wyrazami głebokiej miłości

Rada Generalna i Koordynator Centralnej Komisji ŚMK

Centralna Komisja:

SMK  – Siostry misjonarki Kombonianki

IŚMK- Instytut Świeckich Misjonarek Kombonianek,

MKSJ – Misjonarze Kombonianie Serca Jezusowego

ŚMK – Świeccy Misjonarze Kombonianie.

 

Rzym, 28 Luty, 2016.

Coś sie kończy, cos sie zaczyna…

Ewa

Wakacje naszych dzieci kończą się w ten poniedziałek, niezwykle długie wakacje, trwały trzy miesiące. Powodem tak długich wakacji  były wybory nowego prezydenta Ugandy, które odbyły się 18 lutego, na szczęście obyło się bez problemów i teraz cieszymy się pokojem.  Za niecałe trzy tygodnie znów będę w Polsce. Coś się kończy a coś zaczyna…

Podczas tych wakacji najwięcej czasu spędzałam z najmłodszymi dziećmi, które mają problemy w szkole. Można powiedzie, że prowadziłam im zajęcia wyrównawcze. Jednak tym razem zajęcia odbywały się w innym pomieszczeniu. Po wyremontowaniu otrzymałam do dyspozycji jadalnię, którą przekształciłam w pokój edukacyjny. Razem z dzieciakami spędzamy tam bardzo dużo czasu, który poświęcamy na edukację ale też dobrą zabawę. Malowanie farbami, zabawa plasteliną, wycinanki, kolorowanki – dla nas normalne i powszechne  – dla moich dzieci wyjątkowe, nowe.  Choć z wykształcenia jestem pracownikiem socjalnym, tutaj spełniam się w roli pani ze świetlicy. Przez cały mój pobyt tutaj przekonałam się, że to najlepsze miejsce dla mnie, chociaż jest to niesamowite, bo nigdy nie chciałam pracować z najmłodszymi dziećmi – misja uczy pokory i zaangażowania tam, gdzie jest potrzeba, a nie gdzie się chce. Czasami nasze wyobrażenia są nieprawdziwe, nasze widzenie świata inne, bez pokrycia z rzeczywistością i prawdziwymi potrzebami – potrzeba czasu, modlitwy, a przede wszystkim otwartości na działanie Ducha Świętego, aby odkryć czego tak naprawdę chce od ciebie Pan Bóg w tym miejscu. Nie mówię, że już to w zupełności wiem, ale po trochę zaczynam odkrywać, rozumieć po co mnie tu posłano. Pomimo, że mój czas dobiega końca wiem, że po wakacjach wrócę do moich dzieci, do St. Jude.

Ewa

St. Jude to nie tylko dzieci, ale też pracownicy – mamki, ludzie z którymi spędziłam dużą część czasu. Na początki mojej misji została mi przydzielone stanowisko osoby odpowiedzialnej za pracowników oraz za mamki. Było to ciężki zadanie – nadal jest. Jestem najmłodsza z wszystkich pracowników, a zostałam ich przełożonym. Miałam sprawdzać, oceniać. Sytuacja nie była komfortowa, bo przecież ja tu przyjechałam pomagać, a nie kontrolować. Jak pisałam – misja uczy pokory, ale też weryfikuje twoje wyobrażenia o samym sobie, wiedzę, zachowania. Muszę powiedzieć, że czasami najprostsze rzeczy prowadziły do nieporozumień. Sposób mówienia, postępowanie, gesty były czasami źle interpretowane, ale działało to w dwie strony. Na szczęście po czasie lepszych i gorszych dni nauczyliśmy się siebie, swoich zachowań, reakcji, oczekiwań.

Misja to także wspólnota – w moim przypadku niezwykła wspólnota. Zostałyśmy we cztery wysłane na nowe miejsce, otwierałyśmy wspólnotę w Gulu, przed nami istniała tylko w Matany, gdzie była nasza Danusia. Cztery młode, niedoświadczone dziewczyny, jedna Hiszpanka, trzy Polki. Czas spędzony na modlitwie, rozmowach, odpoczynku, ale także kłótniach, nieporozumieniach wymianie  poglądów – intensywny, piękny czas. To, co zawsze nas jednoczy to misja, ludzie, a przede wszystkim modlitwa. Każda z nas z innym obrazem Boga, ale z otwartym sercem i wiarą.

Dziękuję w imieniu moim i całej mojej wspólnoty za każdy dobry gest, kartki świąteczne, maile. W imieniu naszych dzieci za wsparcie finansowe – dzięki niemu mają nowe mundurki, lepsze jedzenie, sprawdziliśmy ich zdrowie i pokolorowałyśmy świat J Ale przede wszystkim dziękuję za każde dar modlitwy, za każde westchnienie za nas – bez Waszej modlitwy nie było by nas tutaj.

Ewa

Ewa Maziarz, ŚMK